Ośrodek Ewaluacji

III Trasdyscyplinarne Sympozjum Badań Jakościowych

Na dół

III Trasdyscyplinarne Sympozjum Badań Jakościowych

Już po raz drugi, jako przedstawiciel  Ośrodka Ewaluacji, miałam okazję być na Transdyscyplinarnym Sympozjum Badań Jakościowych. W niezwykle gościnne progi przyjął badaczy Uniwersytet Zielonogórski. Zanim zaprezentuję kilka doniesień ze spotkania, trochę historii. Nie jest ona długa – pomysł seminarium dla badaczy jakościowych pojawił się nie tak dawno, 3 lata temu. Wysłano wtedy pierwsze pytania do akademików oraz przedstawicieli badaczy z dziedzin jakościowych. Pomysłodawcą był profesor Krzysztof Konecki z Uniwersytetu Łódzkiego.

Intuicja, która stała za takim spotkaniem jest niezwykle atrakcyjna. Otóż chcemy spotkać się w poszerzonym gronie – socjologów, psychologów, politologów, pedagogów– by przymierzać się do przekraczania granic dyscyplin a jednocześnie pozostawać na gruncie metodologii jakościowej. Świetna myśl, choć troszkę karkołomna. Kolejne spotkania ilustrują, że trudności płynące z takiego myślenia są rozliczne.

O ile w pierwszym roku Sympozjum skoncentrowało się na zakreśleniu (grubą linią) granic, których chcą bronić badacze jakościowi  i siłą rzeczy nieco okopać się na swoim poletku, a tyle trzecie spotkanie nosiło już znamiona poszerzania myślenia. O czym mówię?

3 lata temu w Kazimierzu Dolnym niemal wszystkie wystąpienia czy dyskusje panelowe (które swoją droga są największą siłą Sympozjum) kończyły się postulatem obrony naukowości badań jakościowych. Linia podziału – jakościowe vs. Ilościowe była nie do sforsowania. Badacze jakościowi formowali bastion argumentów na rzecz obrony swoich poglądów. Nam – badaczom z obszaru ewaluacji – wydało się to nieco anachroniczne. W trzecim roku spotkań widać pewne zmiany. Pojawiły się zagadnienia związane z triangulacją metodologiczną. Rozpoczęła się bardzo ciekawa dyskusja  o doborach prób w badaniach jakościowych. Powoli zaczęły pojawiać się też wątki związane z badaniami jakościowymi w Internecie.

Interesująca była też dyskusja wokół pojęć transdyscyplinarne (w poprzek),  multidyscyplinarne (obok) oraz interdyscyplinarne (pomiędzy). Nie chodzi tylko o semantykę, ale w istocie o próbę uchwycenia tego gdzie i w jaki sposób ma nastąpić spotkanie podejść badaczy z rożnych dziedzin. Czy mamy jedynie „pożyczać” od siebie metody czy „uzgadniać” podejścia do zagadnień badawczych, co jest już dużo trudniejsze. Podczas słuchania kolejnych wystąpień uświadomiłam sobie, że specjalizacja jest widoczna nie tylko w naukach technicznych ale i społecznych.

Co z III TSBJ mogę zabrać do OE? Bardzo silne przekonanie o konieczności badacza bycia „czystym” (tabula rasa) w podejściu do przedmiotu badania. Rynkowy wymiar badań powoduje nagromadzenie doświadczeń, eksperckość jest w cenie. Znamy się dobrze na tematach w swoich dziedzinach. Mamy za sobą ewaluacje kilkunastu podobnych programów/projektów i często już na początku badania możemy wskazać pewne oczywiste dla nas rzeczy. Jednak dla metodologicznego porządku może to oznaczać tyle, że w nieuprawniony sposób nakładamy swoją siatkę pojęciową, że nasze hipotezy zbyt szybko stają się tezami. Akademicy w tej kwestii mogą być dla nas – praktyków – dobrym przykładem.

Ponadto to, co w analizach akademickich jest teraz silne to badania wizualne, kompletnie nieobecne w ewaluacji. Być może należy poszerzyć myślenie i nasze badania o dane o charakterze wizualnym (swoją drogą dyskusja o ich kodowaniu pokazała jak mocno jesteśmy przywiązani do analizy narracji/dyskursu). To może stanowić wyzwanie – szczególnie w zorientowanych technokratycznie badaniach. Tylko jak przekonać do takiego podejścia zamawiających?

Trzeba jeszcze chyba poczekać, by na TSBJ pojawił się temat ewaluacji jako takiej. Ale powoli myślenie o łączeniu jakościowych badań z ilościowymi – o równoważeniu ich atutów i ograniczeń – staje się obecne. Triangulacja, którą zaczęli odkrywać akademicy, jest naszą siłą. Widać więc, że możemy się od siebie sporo nauczyć.

Na koniec anegdota antropologiczno-humorystyczna.

Organizatorzy zapewnili badaczom możliwość „badań w działaniu” w trakcie sympozjum – otóż zaproponowano noclegi w akademikach zielonogórskich. Dla osób (w tym dla mnie), które z regularnym trybem studenckim miały do czynienia już jakiś czas temu było to interesujące przeżycie. Obserwacja uczestnicząca całodobowego życia toczącego się pomiędzy przestrzenią prywatną (pokoje) a publiczną (skrawek korytarza przy klatce schodowej) to był prawdziwy rarytas.  Okazywało się, że przestrzeń publiczna może mieć wielorakie funkcje – i budki telefonicznej na intymne rozmowy i przestrzeni klubowej dla wieczornych harców. Oraz, co może najciekawsze, przestrzeni z pogranicza szafy i pralni w jednym. Studenci bowiem z portugalską swobodą wywieszają swoje bieliźniane utensylia na korytarzach. Być może tylko krótki dystans w obserwowaniu sprawił, że udało się odnaleźć tylko takie znaczenia – po bliższym zanalizowaniu z pewnością okazałoby się, że jest tego znacznie więcej. Przestrzeń prywatna pokoi pozostała siłą rzeczy niezdobyta.

Magda Szostakowska, nie da się ukryć socjolog  🙂